„Historia jednej znajomości”. Życie do składania

Są spektakle, które opowiadają historię. Są też takie, które pokazują proces. „Historia jednej znajomości” należy do tej drugiej kategorii. W recenzji opublikowanej w czerwcu 2025 roku na blogu TeatrVaria autor opisuje monodram Anny Sandowicz jako opowieść o życiu „pobitym, upokarzanym, odradzającym się z popiołu nadziei i miłości”. To zdanie trafnie oddaje sens spektaklu, który powstał na podstawie mojej książki pod tym samym tytułem.

Recenzent pisze:

„W ‘Historii jednej znajomości’, monodramie powstałym na podstawie książki Agnieszki Toboty, bohaterka przerywa zaklęty krąg. Ucieka z klatki małej miejscowości i przemocowego domu. Trafia do Warszawy, kończy studia prawnicze, potem psychologiczne. Zakłada fundację, która ma nieść pomoc ofiarom domowej przemocy. Staje na własnych nogach.”

Ten fragment dobrze pokazuje, że nie jest to historia o jednorazowym „wyjściu z przemocy”. To opowieść o drodze. O długim procesie. O tym, że zmiana miejsca nie usuwa doświadczenia, a przemoc nie znika wraz z nowym początkiem.

Spektakl w reżyserii Sylwestra Biragi operuje prostym, czytelnym symbolem. Składanie ikeowskiego krzesła staje się metaforą składania własnego życia. Z elementów, które nie chcą do siebie pasować. Z doświadczeń, które bolą. Z fragmentów, które trzeba połączyć na nowo.

Autor recenzji zwraca uwagę na ważny aspekt spektaklu:

„To nie jest jednowymiarowa historia, w której bohaterka równym krokiem maszeruje wprost w promienie słońca i nadziei.”

Przemoc zmienia formy. Zostawia ślad. Wraca. Czasem w relacjach. Czasem w wyborach. Czasem w mechanizmach obronnych. „Historia jednej znajomości” nie upraszcza tego doświadczenia. Nie oferuje łatwego finału ani prostych odpowiedzi.

Recenzent stawia pytanie, które często słyszę także po spotkaniach z widzami:

„Czy to w ogóle możliwe, aby poskładać się jak mebel szwedzkiej konstrukcji? Nie chybotać się przy byle potrąceniu?”

I odpowiada bez patosu:

„Ten bardzo osobisty, bardzo delikatnych sfer dotykający monodram mówi jedynie: tak, to możliwe. Nie zawsze. Jednak warto walczyć o siebie. I stawać jasno przeciwko przemocy.”

Ten fragment jest mi szczególnie bliski. Bo właśnie o to chodzi w tej historii. Nie o obietnicę, że będzie łatwo.
O prawo do próby. Do sprzeciwu. Do powiedzenia „nie”.

Recenzja kończy się prostą rekomendacją:

„Na ‘Historię jednej znajomości’ wybrać się warto. Niezależnie od tego, gdzie i kiedy będzie grana.”

Dla mnie to potwierdzenie, że osobista opowieść może stać się przestrzenią rozmowy. Że teatr może być miejscem uważności. I że mówienie o przemocy wprost nadal ma sens.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *