#15 Mały Człowiek i choroba duszy

Mały Człowiek rzadko chorował. Przez całe życie nosił przy sobie małą sakiewkę z ziołami. Sam je zbierał. Wiedział, gdzie rośnie melisa uspokajająca serce. Znał miętę przynoszącą ulgę po trudnym dniu. Miał też
korę wierzby na ból i imbir dodający sił.

Mały człowiek, po prostu wierzył, że w przyrodzie można znaleźć lekarstwo na prawie każdą dolegliwość.

Ludzie często prosili go o pomoc. Przychodzili z bólem głowy, zmęczeniem albo zmartwieniami. Mały Człowiek wyciągał z sakiewki odpowiednie zioła i mówił:

Natura wie o nas więcej, niż nam się wydaje.

Pewnego dnia obudził się i poczuł, że coś jest nie tak. Nie bolała go głowa czy brzuch. Nie miał nawet gorączki. Bolało go miejsce, którego nie potrafił wskazać palcem. Sięgnął do sakiewki. Zaparzył melisę. Potem miętę. Następnego dnia imbir i ostatecznie korę wierzby. Nic nie pomagało. Usiadł więc na swoim ulubionym kamieniu i długo patrzył przed siebie.

Jak nazywa się choroba, na którą nie mam ziół? – zapytał cicho.

Przechodząca obok stara zielarka uśmiechnęła się ze smutkiem.

To choroba duszy. Pojawia się, gdy człowiek zbyt długo leczy wszystkich wokół, zapominając troszczyć się o siebie. Na nią nie rosną zioła w lesie. Na nią lekarstwem jest drugi człowiek. Jego obecność, czas, czułość i także odwaga, by powiedzieć: „Ja też potrzebuję pomocy„.

Mały Człowiek po raz pierwszy od wielu lat zamknął swoją sakiewkę.

Jaki morał z tej bajki? Nawet ten, kto zna wszystkie zioła świata, czasem potrzebuje, żeby ktoś usiadł obok niego. Mały Człowiek wierzył, że dobro wraca. Chcesz zostać częścią tej opowieści? Postaw symboliczną kawę w sklepie Naffy @fundacjaart.

Dzięki Twojemu wsparciu powstaną kolejne bajki i działania, które pomogą ludziom odnaleźć drogę do siebie.


Zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *