Kiedy misja zaczyna kosztować za dużo.
Pomaganie nie powinno oznaczać życia na granicy własnych możliwości. Częściej mam jednak wrażenie, że od liderów organizacji społecznych oczekuje się dokładnie tego. Mają rozwiązywać problemy innych,
być dostępni, skuteczni i przede wszystkim cierpliwi. Rzadziej ktoś pyta, ile kosztuje ich to osobiście –
a tutaj zazwyczaj jest samotnie. Samotność lidera to nie brak ludzi, lecz nadmiar odpowiedzialności.
Oczekiwania względem organizacji społecznych.
Jest taki moment, o którym nie mówi się głośno. Nie pojawia się na zdjęciach z wydarzeń, comiesięcznych raportach, prezentacjach ani podsumowaniach projektów. Człowiek siedzi wieczorem przy komputerze, zastanawiając się, ile jeszcze uniesie. Nie dlatego, że przestał wierzyć w ludzi czy stracił sens swojej pracy. Dlatego, że od lat daje z siebie więcej, niż powinien.
Od organizacji społecznych oczekuje się rzeczy, których nie oczekiwalibyśmy od nikogo innego.
Oczekuje się cierpliwości, dyspozycyjności, gotowości do ratowania sytuacji, zgody na ciągłą niepewność.
Pofesjonalizm, skuteczność, dostępność, elastyczność i natychmiastowa reakcja. Mamy pomagać, ale też
rozwiązywać problemy. Być tam, gdzie system nie zdążył albo nie dał rady dotrzeć. I tak również się dzieje.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy pomoc dla innych staje się ważniejsza niż człowiek, który tę pomoc niesie. Kiedy lider organizacji coraz częściej słyszy, że powinien jeszcze trochę poczekać. Jeszcze chwilę wytrzymać,
jeszcze raz zrozumieć. Najlepiej ten ostatni raz zrobić coś ponad siły. Bo przecież misja jest ważna.
Tak, misja jest ważna. Ale człowiek też jest ważny.
Przez lata pracy spotkałam wielu liderów organizacji społecznych. Ludzi mądrych, bardzo zaangażowanych,
oddanych swoim społecznościom. W pewnym momencie zauważyłam, że łączy ich coś jeszcze – zmęczenie,
które nie wynika z pracy. Tylko głównie z ciągłego dźwigania odpowiedzialności, której i tak nikt nie widzi.
Tłumaczenia, że problemy społeczne nie znikają wraz z końcem projektu, a człowiek potrzebujący pomocy
nie może zostać zawieszony do czasu kolejnego konkursu.
I właśnie wtedy pojawia się samotność.
Nie wtedy, gdy wokół nie ma ludzi. Wręcz przeciwnie. Telefon dzwoni, a skrzynka mailowa jest pełna.
Kalendarz pęka w szwach. Samotność pojawia się wtedy, gdy wszyscy czegoś od ciebie potrzebują,
a coraz mniej osób pyta, jak ty się masz. Kiedy jesteś odpowiedzialna za bezpieczeństwo innych ludzi,
a sama coraz częściej funkcjonujesz na resztkach sił. Świat przyzwyczaja się, że zawsze sobie poradzisz.
Najbardziej niepokoi mnie to, że wielu liderów organizacji społecznych traktuje to jak zwyczajną normę,
jakby zmęczenie było wpisane w misję, a wypalenie było ceną, którą trzeba zapłacić za zmianę świata.
Nie zgadzam się z tym.
Bo organizacje społeczne nie są tworzone przez logotypy, projekty i strategie. Tworzą je ludzie. A człowiek,
który przez lata daje wsparcie innym, również potrzebuje wsparcia. Nie pomnika i kolejnych podziękowań.
Potrzebuje zwyczajnego poczucia, że nie jest sam z ciężarem, który każdego dnia nosi na swoich barkach.
Jeżeli chcemy silnych organizacji społecznych, musimy zacząć rozmawiać nie tylko i wyłącznie o ich misji.
Musimy zacząć rozmawiać także o ludziach, którzy tę misję realizują. Bo organizacja nie wypali się nagle.
Najpierw wypalają się ludzie. A razem z nimi gaśnie dobro, którego tak bardzo potrzebuje świat.
A Ty?
Kiedy ostatni raz zapytałaś siebie nie o to, co jeszcze musisz zrobić, ale o to, ile jeszcze jesteś w stanie unieść?
Jeśli prowadzisz organizację i każdego dnia bierzesz odpowiedzialność za ludzi, zatrzymaj się dziś na chwilę.
Świat potrzebuje zaangażowanych liderów, ale nie powinien oczekiwać od nich życia na granicy własnych sił.
Dbaj o swoją misję, ale nie zapominaj o człowieku, który ją realizuje. To od niego zaczyna się każda zmiana.
Po przeczytaniu pomyślałaś lub pomyślałeś: „mam podobnie”? Napisz do mnie na agnieszka@tobota.pl
Nie obiecuję gotowych rozwiązań. Mogę za to obiecać rozmowę, życzliwość i zrozumienie.
Czasem to właśnie od nich zaczyna się odzyskiwanie siły do dalszej drogi. Po prostu. Ahoj. ❤
