Mały Człowiek i Wielki Mistrz Niesprawiedliwości

#19 Mały Człowiek i Wielki Mistrz Niesprawiedliwości

Mały Człowiek długo chodził po lesie. Szukał odpowiedzi na jedno pytanie:

„Dlaczego?”

Dlaczego jest taki mały, smutny, ciągle się boi, wszyscy go unikają? Odpowiedzi nie przychodziły. Zamiast nich, pojawiały się kolejne pytania. Z każdym krokiem było ich więcej i więcej. Zaczynały mu ciążyć, jakby ktoś wkładał mu do kieszeni kamienie. Może wcale nie chciał poznać odpowiedzi? A może ogarniał go wielki strach na samą myśl, że kiedy ją znajdzie, będzie musiał zobaczyć świat takim, jaki jest?

Mały Człowiek stworzył więc własny świat.


Taki, w którym brat był dla brata. Ludzie rozmawiali ze sobą, a nie o sobie. A gdy ktoś był smutny mógł liczyć, że obok bedzie ramię do ktorego będzie mógł sie przytulić. Obcy człowiek podawał rękę drugiemu człowiekowi. Tak po prostu. Bez pytania, czy się opłaca. Kiedy było trudno, Mały Człowiek zakładał swoje niezwykłe okulary. Nie pomagały mu widzieć wyraźniej, przeciwnie, rozmazywały wszystko, czego nie chciał zobaczyć.

Niesprawiedliwość zamieniały w przypadek.

Krzywdę w nieporozumienie.

Obojętność w zmęczenie.

A cudze milczenie w coś, co na pewno nie miało z nim nic wspólnego.

Raz na leśnej drodze stanął przed nim Wielki Mistrz Niesprawiedliwości.


– Wiem, dlaczego jesteś mały – powiedział. – Bo za mało się starasz.

Mały Człowiek skulił ramiona. Mistrz był tak wielki, że zasłaniał pół nieba. Mówił głośno i pewnie, jakby sam ton jego głosu miał również wystarczyć za prawdę.

– Wiem, dlaczego jesteś smutny. Bo nie umiesz docenić tego, co masz.

Mały Człowiek spuścił głowę.

– Wiem, dlaczego się boisz. Bo jesteś słaby.

Mały Człowiek zrobił się jeszcze mniejszy.

– I wiem, dlaczego ludzie cię unikają. Na pewno sam zrobiłeś coś nie tak.

Wielki Mistrz podawał mu kolejne odpowiedzi i wkładaj je w jego usta.


Każda brzmiała jak wyrok. Każda mówiła, że winien wszystkiego jest Mały Człowiek i im więcej Mistrz mówił, tym mniejszy się także stawał. W końcu odwrócił się i poszedł głębiej w las. Chciał znaleźć miejsce, w którym usłyszy ciszę we własnej głowie. Usiadł pod starym drzewem i zdjął okulary. Po raz pierwszy nie udawał, że nic się nie stało. Zobaczył kamienie, które od dawna nosił w kieszeniach. Przyjrzał się każdemu z nich.

Na jednym było napisane: „Twoja wina”.

Drugim: „Przesadzasz”.

Trzecim: „Inni mają gorzej”.

Na kolejnym: „Nie rób problemu”.

Mały Człowiek zrozumiał wtedy, że nie wszystkie pytania należały do niego, a odpowiedzi? Nie wszystkie mówiły prawdę. Nie każdy, kto mówił głośno, wiedział więcej. Wyjął pierwszy kamień z kieszeni i położył go na ziemi. Potem drugi. Trzeci. I następny. Z każdym odłożonym kamieniem robił się odrobinę większy. Wielki Mistrz Niesprawiedliwości nadal chodził po świecie. Wciąż tłumaczył skrzywdzonym, że sami są winni swojej krzywdy. Nadal nazywał obojętność rozsądkiem, a milczenie spokojem. Mały Człowiek nie próbował go przekrzyczeć. Nauczył się tylko rozpoznawać jego głos. I już nigdy nie pozwolił mu odpowiadać za siebie.

Nie potrzebujesz kolejnej odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego taki jestem?”.
Najpierw zapytaj siebie: „Co mi się wydarzyło i kto nauczył mnie myśleć, że to wszystko moja wina?”

Ahoj!

#kronikimałegoczłowieka

Zdjęcie wygenerowane przez SI.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *