Człowiek powinien pilnować człowieka w sobie
„Człowiek powinien pilnować człowieka w sobie. Cokolwiek cię porwie – sprawdź, jak to na ciebie działa.”
Te słowa dr Ewy Woydyłło przez chwilę docisnęły mnie do ściany. Nie dlatego, że są błyskotliwe. Zatrzymały mnie dlatego, że każdy z nas może odnaleźć w nich kawałek własnej historii. Człowiek nie budzi się pewnego dnia obojętny. Nie staje się zgorzkniały w jedną noc czy też nie krzywdzi innych po jednym złym doświadczeniu. To dzieje się powoli. Najpierw przestaje słuchać. Potem coraz częściej ocenia. Coraz łatwiej się irytuje. Bardzo trudno mu zaufać. W końcu sam siebie przekonuje, że taki po prostu jest świat. A przecież kiedyś taki nie był.
Nie żyjemy w próżni.
Każdego dnia coś próbuje przejąć naszą uwagę, emocje i sposób myślenia. Czasem jest to sukces, który daje poczucie, że jesteśmy niezastąpieni. Czasem pieniądze, które zaczynają wyznaczać wartość człowieka. Bywa, że porwie nas władza, popularność albo potrzeba udowadniania wszystkim, że mamy rację. Ale równie łatwo mogą porwać nas rzeczy trudne. Krzywda. Rozczarowanie. Lęk. Złość. Zmęczenie. Poczucie niesprawiedliwości. Samo doświadczenie nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy przestajemy zauważać, jak ono nas zmienia.
To nie dzieje się nagle.
Przez lata pracy spotkałam ludzi, których porwało pomaganie. Tak bardzo chcieli ratować innych, że przestali dbać o siebie. Zabrakło snu, odpoczynku, czasu dla bliskich. Pomagali wszystkim, tylko nie sobie. Spotykałam ludzi, których pochłonęła praca. Awansowali, zdobywali kolejne cele, kupowali większe mieszkania i lepsze samochody. Kiedy orientowali się, ile ich to kosztowało, dzieci były już dorosłe, a relacje wymagały odbudowy. Byli też tacy, których porwała krzywda. Tak mocno, że zaczęli patrzeć na cały świat wyłącznie przez jej pryzmat. Każde nowe spotkanie oceniali przez stare rany. Każdy człowiek stawał się potencjalnym zagrożeniem. Krzywda była prawdziwa. Ból również. Nie musiał jednak stać się ich tożsamością.
Jak często pilnujemy siebie?
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że pilnujemy wielu rzeczy. Konta bankowego. Samochodu. Telefonu. Haseł do aplikacji. Zdrowia. Kariery. A czy nadal potrafię być życzliwa? Drugiego człowieka słucham z ciekawością, czy tylko czekam, aż skończy mówić. Czy sukces nie odebrał mi pokory a porażka odwagi? Czy złość nie stała się moim codziennym językiem a pośpiech nie sprawił, że przestałam zauważać ludzi? To są pytania, na które nie odpowiada się raz w życiu. Warto wracać do nich co jakiś czas, bo człowieczeństwo nie jest czymś, co dostajemy raz na zawsze. Trzeba o nie dbać. Pilnować go w sobie.
Nie mamy wpływu na wszystko, co wydarzy się w naszym życiu.
Nie wybierzemy wszystkich ludzi, których spotkamy, ani nie unikniemy rozczarowań ani strat. Mamy za to wpływ na to, kim stajemy się pod wpływem tych wydarzeń. Bo można przeżyć wiele i nadal pozostać człowiekiem. Zachować wrażliwość wtedy, gdy świat uczy obojętności, uczciwość, gdy łatwiej byłoby pójść na skróty, szacunek, gdy inni odpowiadają pogardą. Od czasu do czasu warto więc zatrzymać się na chwilę i zadać sobie jedno, bardzo proste pytanie. To, co mnie dziś porwało, prowadzi mnie w stronę człowieczeństwa czy oddala od niego?
Największą odpowiedzialnością każdego dnia, nie jest pilnowanie świata, ale człowieka, którego nosimy w sobie.
