Spieszmy się kochać ludzi…
„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą… — ks. Jan Twardowski
Gdy są — często ich nie widzimy,
gdy ich nie ma — widzimy bardzo wyraźnie.
Zastanawiam się, dlaczego tak właśnie jest.
Dlaczego dopiero brak wyostrza obraz.
Dlaczego dopiero cisza pozwala usłyszeć to, czego wcześniej nie słyszeliśmy.
Goniąc drogą zwaną życiem patrzymy głównie pod nogi.
Na przeszkody.
Na zadania do zrobienia.
Na sprawy, które nie mogą poczekać.
Mówimy: później.
Mówimy: kiedy będzie spokojniej.
Mówimy: zadzwonię jutro.
A potem przychodzi moment, w którym jutra już nie ma.
Refleksja czasem nas zatrzymuje.
Ale tylko na chwilę.
Bo świat nie lubi, kiedy się zatrzymujemy.
Popycha nas dalej, szybciej, mocniej.
I dopiero kiedy kogoś zabraknie, nagle widzimy bardzo wyraźnie,
co było ważne,
co było prawdziwe,
kogo trzeba było przytulić częściej,
do kogo trzeba było zadzwonić bez powodu.
Może nie chodzi o to, żeby przestać iść.
Może chodzi o to, żeby w tej drodze naprawdę widzieć ludzi.
Bo nie zawsze zdążymy powiedzieć, że są ważni.
Nie zawsze zdążymy powiedzieć, że kochamy.
Nie zawsze zdążymy być.
