#22 Mały człowiek i wielka góra emocjonalnych śmieci

Przez całe życie Mały Człowiek słyszał:

– Uśmiechaj się.

–Bądź miły.

– Nie wychylaj się.

– Pamiętaj, gdzie jest twoje miejsce.

– Nie wszędzie będą cię chcieli.

– Jeśli nie zaproszą cię do środka, odejdź.

– Nie proś.

Każde ze zdań zostawiało po sobie ślad. Niektóre Mały Człowiek odpychał, ale wracały. Inne zostawały w głowie, na dłużej i powoli zmieniały się w ciężkie kamienie. Z czasem Mały Człowiek zbudował z nich mur, bo sam uznał, że najlepiej wie, co dla niego dobre. Przestał pytać o pomoc. Nie dlatego, że zawsze chciał być sam.

Po prostu coraz trudniej było mu uwierzyć, że ktoś go wysłucha i nie wykorzysta jego słów przeciwko niemu.

Bywało mu przykro.


Nie miał ochoty uśmiechać się do ludzi, którzy krzywdzili innych, być miły dla tych, którzy uśmiechali się w twarz, a za plecami szukali miejsca, w które można wbić nóż. Najmocniej trzymało się go jedno zdanie:

– Pamiętaj, gdzie jest twoje miejsce.

Powtarzał je sobie tak często, że w końcu zaczął zastanawiać się, gdzie właściwie powinien być. Czy może tam, gdzie inni go ustawili? Czy tam, gdzie nie przeszkadza i o nic nie prosi?

Pewnego dnia Mały Człowiek zobaczył przed sobą wielką górę.


Była usypana ze zdań, które słyszał przez lata, a z jej zbocza wystawały ostre kamienie.

„Nie przesadzaj”.

„Nie bądź taki wrażliwy”.

„Sam sobie poradzisz”.

„Nie proś”.

Mały Człowiek patrzył na tę górę i zrozumiał, dlaczego tak trudno jest mu iść dalej. Tak długo nosił cudze słowa, że prawie uwierzył, że należą do niego. Podszedł bliżej. Nie próbował zburzyć całej góry. Wybrał jeden kamień.

„Nie wszędzie będą cię chcieli”

Obejrzał go uważnie. Ten kamień nie opowiadał o jego wartości. Mówił o ludziach, którzy chcieli z nim relacji na nieuczciwych warunkach. Po chwili odłożył go na ziemię, a następnie wziął do ręki kolejny.

„Nie proś”

Ten kamień był ciężki. Przypominał mu, jak wiele razy milczał, choć bardzo potrzebował zrozumienia i wsparcia. Mały Człowiek nie odrzucił go od razu i trzymał go w dłoniach tak długo, aż poczuł, że może położyć go obok.

Krok po kroku robiło się więcej miejsca.


Góra nie zniknęła a kamienie wciąż wracały. Jednak teraz potrafił już przyjrzeć się każdemu z nich i zapytać:

– Czy to naprawdę moje zdanie, czy ktoś mi je powtarzał tak długo, aż zacząłem w nie wierzyć?

Mały Człowiek czasem się uśmiechał. Robił to, kiedy miał na to ochotę. Nie udawał życzliwości wobec ludzi, którzy krzywdzili innych. Nauczył się, że może odejść od takich osób i jednocześnie poprosić o pomoc kogoś, komu ufa. A kiedy znów usłyszał w głowie:

– Pamiętaj, gdzie jest twoje miejsce, odpowiedział:

– Moje miejsce jest tam, gdzie mogę oddychać, mówić swoim głosem i oglądać najpiękniejsze krajobrazy. Nie muszę na nie zasługiwać. Muszę tylko przestać wierzyć, że ktoś inny ma prawo wyznaczyć mi miejsce.

Zdjęcie wygenerowane przez SI.

Zapraszam cię do przeczytania innych historii z kronik Małego Człowieka: tobota.pl

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *